środa, 28 kwietnia 2010

MDF

Po wielu podejściach powstał listownik z mdfu, w którym trzymam przekazy na paczki. Trochę farby pomazianej, serwetka ryżowa, papier, szablon i efekt jest taki jak widzicie, tylko światło się odbiło oczywiście.

No i jakieś dwa tygodnie temu, doczekałam się reklamy na budynku, jak to przekornie bywa, jak jej nie miałam, to ciagle ktos marudził i jęczał, a teraz nikt nie wspomni, że jest ;) Zadowolona nie jestem do końca, ale cóż poradzić mogę.

I dziękuje bardzo za ciepłe słowa po poprzednim postem, pozdrawiam :)))))

niedziela, 25 kwietnia 2010

Rotawirus

Postanowiłam napisać tego posta, bo może komuś się przyda tych moich kilka zdań?
Gdzie Dobrosia złapała rotawirusa sami nie wiemy, bo do żłobka jeszcze nie chodzi, wniosek jest taki, że zarazić można się wszędzie, przenoszą go dorośli, zwierzęta. Rotawirus wywołuje biegunkę, na początku dziecko gorączkuje i wymiotuje. Wirus niebezpieczny, bo może szybko doprowadzić do odwodnienia. U nas wszystko zaczęło się w piątek, gorączka, wymioty i biegunka, telefon do przychodni - podawać smecte. Łatwo powiedzieć, ale nasze dziecko nie przyjmuje leków, zostały więc czopki na gorączkę, a smecta przemycona w mleku, herbatce, nawet odrobinka zostawała od razu wyczuwana. W sobotę nie było poprawy, kupy przelatywały przez pieluchę, gorączka nadal była ( nie spadła, bo jak się później dowiedzieliśmy podaliśmy za małą dawkę paracetamolu, a taka była na opakowaniu), popołudniu pojechaliśmy na pomoc doraźną, Pani doktor przepisała lek na wymioty, kazała nawadniać i gdyby nie było poprawy to do szpitala. Poprawy nie było, a dziecko coraz bardziej marudne i słabło. W badaniu krwi wyszło odwodnienie i wylądowaliśmy w szpitalu. Sala czteroosobowa, w której przez krótką chwilę byliśmy sami nie wydawała się, aż taka straszna na początku. Łzy tylko pociekły jak w te małe chude rączki pielęgniarka wbijała wenflon, pobierała krew do badania, spod bandaża wystawały jedynie chudziutkie paluszki. Kroplówka zaczęła nawadniać dziecko.


Przez pierwsze dwa dni Dobrosia była jeszcze apatyczna, przebieraliśmy ją po około 10 razy dziennie, na szczęście wymioty ustąpiły szybko. Jedno co wynioslam ze szpitala to, to że lekarstwo można podać przez strzykawkę do ust i całkiem nieźle to działa, no chyba, że macie szczęście i wasze dzieci łykają same lekarstwa. Strach minął i trzeba było tylko czekac, aż organizm sam zwalczy wirusa. Niestety szybko przestaliśmy być sami na sali i wtedy się zaczęło. Inne dzieci, inny płacz, w innym momencie. Noc na karimacie i ciągła walka z opuszczanym bokiem łóżeczka, bo stare i ciężkie. Jak Dobrosia zasypiała to budził się sąsiad, później sąsiadka i tak w kółko. A mnie ciągle chodziło po głowie pytanie, czy to tak wielki problem zrobić mniejsze sale, obok łóżka postawić łóżko dla opiekuna, i dlaczego do cholery mam płacić składkę zdrowotną w każdym miejscu pracy ???!!! W czwartek popołudniu poprawę Dobrosi było widać gołym okiem, bo humor jej wrócił i dawna energia, więc łóżeczko zrobilo się za małe, no i w czwartek wieczorem święto, bo zrobiła gęstą kupę. W piątek od rano to samo, kolejne badanie krwi i do domu. Jupiiiiiiiiiiii!
Chciałabym wspomnieć jeszcze o jednym produkcie firmy Hipp na biegunkę, kleik marchwiowo- ryżowy do picia ORS 200, po prostu cud miód, zadziałał błyskawicznie, szkoda, że nie podałam dziecku od razu. Można go kupić w aptekach.
Teraz tylko obawiam się żłobka, wcześniej wydawało mi się , że jest z tych raczej zdrowych dzieci, może go jednak nie dostaniemy, tylko co wtedy?
A gdyby dziecko Wam przekazało wirusa, to pijcie cole na zdrowie, sprawdził mój mąż, działa!!!