niedziela, 25 kwietnia 2010

Rotawirus

Postanowiłam napisać tego posta, bo może komuś się przyda tych moich kilka zdań?
Gdzie Dobrosia złapała rotawirusa sami nie wiemy, bo do żłobka jeszcze nie chodzi, wniosek jest taki, że zarazić można się wszędzie, przenoszą go dorośli, zwierzęta. Rotawirus wywołuje biegunkę, na początku dziecko gorączkuje i wymiotuje. Wirus niebezpieczny, bo może szybko doprowadzić do odwodnienia. U nas wszystko zaczęło się w piątek, gorączka, wymioty i biegunka, telefon do przychodni - podawać smecte. Łatwo powiedzieć, ale nasze dziecko nie przyjmuje leków, zostały więc czopki na gorączkę, a smecta przemycona w mleku, herbatce, nawet odrobinka zostawała od razu wyczuwana. W sobotę nie było poprawy, kupy przelatywały przez pieluchę, gorączka nadal była ( nie spadła, bo jak się później dowiedzieliśmy podaliśmy za małą dawkę paracetamolu, a taka była na opakowaniu), popołudniu pojechaliśmy na pomoc doraźną, Pani doktor przepisała lek na wymioty, kazała nawadniać i gdyby nie było poprawy to do szpitala. Poprawy nie było, a dziecko coraz bardziej marudne i słabło. W badaniu krwi wyszło odwodnienie i wylądowaliśmy w szpitalu. Sala czteroosobowa, w której przez krótką chwilę byliśmy sami nie wydawała się, aż taka straszna na początku. Łzy tylko pociekły jak w te małe chude rączki pielęgniarka wbijała wenflon, pobierała krew do badania, spod bandaża wystawały jedynie chudziutkie paluszki. Kroplówka zaczęła nawadniać dziecko.


Przez pierwsze dwa dni Dobrosia była jeszcze apatyczna, przebieraliśmy ją po około 10 razy dziennie, na szczęście wymioty ustąpiły szybko. Jedno co wynioslam ze szpitala to, to że lekarstwo można podać przez strzykawkę do ust i całkiem nieźle to działa, no chyba, że macie szczęście i wasze dzieci łykają same lekarstwa. Strach minął i trzeba było tylko czekac, aż organizm sam zwalczy wirusa. Niestety szybko przestaliśmy być sami na sali i wtedy się zaczęło. Inne dzieci, inny płacz, w innym momencie. Noc na karimacie i ciągła walka z opuszczanym bokiem łóżeczka, bo stare i ciężkie. Jak Dobrosia zasypiała to budził się sąsiad, później sąsiadka i tak w kółko. A mnie ciągle chodziło po głowie pytanie, czy to tak wielki problem zrobić mniejsze sale, obok łóżka postawić łóżko dla opiekuna, i dlaczego do cholery mam płacić składkę zdrowotną w każdym miejscu pracy ???!!! W czwartek popołudniu poprawę Dobrosi było widać gołym okiem, bo humor jej wrócił i dawna energia, więc łóżeczko zrobilo się za małe, no i w czwartek wieczorem święto, bo zrobiła gęstą kupę. W piątek od rano to samo, kolejne badanie krwi i do domu. Jupiiiiiiiiiiii!
Chciałabym wspomnieć jeszcze o jednym produkcie firmy Hipp na biegunkę, kleik marchwiowo- ryżowy do picia ORS 200, po prostu cud miód, zadziałał błyskawicznie, szkoda, że nie podałam dziecku od razu. Można go kupić w aptekach.
Teraz tylko obawiam się żłobka, wcześniej wydawało mi się , że jest z tych raczej zdrowych dzieci, może go jednak nie dostaniemy, tylko co wtedy?
A gdyby dziecko Wam przekazało wirusa, to pijcie cole na zdrowie, sprawdził mój mąż, działa!!!

13 komentarzy:

gatto pazzo pisze...

O matko! Strasznie Wam współczuję. Mam nadzieję, że już wszystko będzie dobrze i więcej się takie historie nigdy nie powtórzą.
Trzymajcie się cieplutko :**

Jolinek pisze...

straszne chwile za wami, przytulam Was mocno i mnóstwo zdrowia życzę:*

coco.nut pisze...

cola jest dobra, ale musi być odgazowana ;) współczuję serdecznie przeżyć szpitalnych, byłam z dzieckiem, swoje przeżyłam i wiem jak to jest :(
a żłobek... no cóż - jak nie ma innego wyjścia, to nie ma, a jak można inaczej, to lepiej inaczej :)

zdrówka życzę!

ps. i wyjątkowo nie bedę cię męczyć o wiesz co (choć ciągle czekam na efekt!) :)

cynka pisze...

Kochana - współczuję serdecznie - przeżyliśmy to samo (włącznie ze szpitalem) z dwójką- - i teraz też mądrzejsza jestem... picie coli na wypisie ze szpitala było:)

a na biegunki polecam enterol w saszetkach- jest go o wiele wiele nmniej niż smecty- można go podać z ociupinką jedzenia i ma przyjemny smak:)))

i zdrówka życzę !!!!

gooseberry pisze...

cieszę się,że to już za Wami!
pozdrawiam cieplutko!

Madziorek pisze...

dobrze że juz z Niunią dobrze ;-)
wiem co to znaczy szpital z dzieckiem, ja za to że moglam być z dzieckiem w ciasnej sali i z nim spać na jednym łóżku musiałam płacić 15 zł za dobę. Ja wiem że rodzice dla swoich dzieci zniosą wszystko, ale czy tak powinno być?

Dunia pisze...

Jejku Kaśka nie zazdroszczę! Choroba takiego maleństwa jest przerażająca. Najważniejsze, że Dobrosia wraca do zdrowia.
A co do służby zdrowia, to kilka miesięcy temu też wylądowaliśmy z Maciejem w szpitalu- na Krysiewicza... czekaliśmy 4 godziny na wizytę u lekarza! I to ma być XXI wiek?

decomania pisze...

Kasiu czytałam posta z gęsią skórką !
Cieszę się, że to już za Wami
Dużo zdrówka !
Mojego Michała czeka za miesiąc zabieg i jednodniowy ( mam nadzieję )pobyt w szpitalu
Już się boję :(

lambi pisze...

Mam nadzieję, że już wszystko dobrze.Nie dziwię się Twojej złości na szpitalne warunki. Faktycznie jest to upodlające. Każe nam się spać na skrzypiącej, wąskiej pryczy razem z dzieckiem i odrabiać przy okazji pracę pielęgniarki...
Nie masz sobie nic do zarzucenia, ja też dopiero na drugi raz byłam mądra :)
Pozdrawiam i zdrówka życzę!

lambi pisze...

Acha i w kwestii żłobka. Nic się nie martw i wcale to dziecka nie dyskalifikuje ani o niczym nie przesądza. Moje zdanie jest : im wcześniej upora się z tymi chorobami tym łatwiej, lżej i szybciej nabierze odporności. Mój synek chodzi do żłobka od kiedy skończył 1,5 roku i przechorowaliśmy łącznie z nim wszystkie wirusy i teraz ( na 2 rok ) kompletnie nic.

Kasia pisze...

Dzięki, kochane Bebeczki jesteście, od razu człowiek czuje, że nie jest sam.

Anonimowy pisze...

W poniedziałek mój 11-miesięczny synek miał biegunkę; wieczorem skakając z bolga na blog trafiłam na Twój wpis o rotawirusie i...modliłam się by to nie było to. Niestety w nocy zaczęły się wymioty. Nazajutrz zrobiliśmy test i wyszedł rotawirus. Zaopatrzyłam się od razu w tego Hipp'a, ale jakoś chyba przez te pierwsze dni nic nie pomaga - wirus musi zasiać swoje. Na szczęście mój mały nie odmawia picia i całkiem niekiepsko je, więc jesteśmy w domu, podając mu smectę i probiotyk.
Dużo zdrowia w odnawianiu energii dla meleńkiej!!!
Marta

Joanx pisze...

Cieszę się, że już wszystko ok :) Też przeszłam przez szpital z moją 4-tygodniową wtedy Darią. Miała bakterie coli w układzie moczowym. Nigdy więcej... Zdrówka życzę i trzymajcie się :D